
Człowiek podejmuje decyzje w każdej minucie. Co zjeść, jaką bluzkę ubrać, które zdjęcie wrzucić na Facebooka czy dokąd pojechać na wakacje. Czasami nawet te, wydawałoby się, proste decyzje wywołują w nas wątpliwości. Co dopiero gdy mamy do podjęcia ważniejszą, życiową decyzję.
Niejednokrotnie pojawia się dylemat i niepewność, czy dobrze wybierzemy. Chcielibyśmy coś zrobić, ale się obawiamy. Zastanawiamy się, co mogłoby pomóc nam podjąć właściwą decyzję.
Warto wtedy zadać sobie tak zwane pytania kartezjańskie, które pozwalają spojrzeć na dylemat z różnych stron.
Najlepiej zapisać sobie wszystkie odpowiedzi. Słowo pisane ma inny wydźwięk i inną moc, niż to wypowiadane.
Odpowiedź na pierwsze pytanie ukazuje korzyści, jakie będziemy mieć dzięki zrealizowaniu celu. Z pewnością działa to motywująco i ułatwia stworzenie konkretnej wizji przyszłości.
Odpowiedź na drugie pytanie określa co się wydarzy, jeśli zaniechamy działań i nie podejmiemy się realizacji celu. Mowa tu więc o „cenie”, jaką zapłacimy za brak działań.
Z kolei w odpowiedzi na trzecie pytanie ujrzymy „cenę”, jaką zapłacimy, ale za zmianę. Czyli jakie konsekwencje, jakie straty przyniesie nam realizacja tego, czego chcemy. Przy tym pytaniu jest możliwość zastanowienia się nad zyskami i stratami poczynionych decyzji. Mogłoby się wydawać to pytanie nieco dziwne. Jak to, przecież skoro chcę coś zmienić, to znaczy, że wierzę, że będzie to dla mnie korzystne. Jednak każda zmiana wiąże się z utratą tego, co mamy obecnie. Jakie więc będą to straty? Czy jest się na nie gotowym?
Czwarte pytanie bywa najtrudniejsze, bo mamy tu podwójne zaprzeczenie. Wymaga naprawdę głębokiego zastanowienia się. W odpowiedzi na nie jeszcze bardziej ukażą nam się wszelkie konsekwencje niezrobienia czegoś. Mowa tutaj o bólu i stracie, który pojawi się w momencie pozostania przy starym.
Pamiętam, gdy sama sobie zadawałam te pytania odnośnie do decyzji porzucenia pracy w korpo. Odpowiedzi na pytania 2 i 4 były najbardziej wymowne. Gdy przed oczami pojawił mi się obraz mnie samej, będącej w tym samym miejscu pracy przez kilka następnych lat, zaczynało mnie skręcać w brzuchu. Moje trzewia wyraźnie dawały mi znać, że to nie będzie dla mnie dobre. Z kolei wyobrażenie tego, jak zmieni się moje życie po tym, jak osiągnę swój cel wywoływało ogromną radość i dodawało mi odwagi do działania.