
Gdyby spytać kobiety, czy chciałyby, żeby ich partner pomagał im w obowiązkach domowych, większość z pewnością odpowiedziałaby „tak”. Nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się wtedy, gdy pragniemy, żeby było po równo – czyli oboje wkładamy tyle samo pracy i energii w te same czynności (o ile to realne, by móc tak podzielić).
Są pary, które nie tylko dzielą się po równo obowiązkami domowymi, ale również pieniędzmi, kosztami (wszystko na pół) czy organizacją czasu wolnego – ty ostatnio organizowałeś randkę, to teraz ja się tym zajmę.
Zawsze istotna jest intencja – po co ja to robię? Co mi daje życie w takim układzie?
Takie relacje często przypominają związki kumpelskie – bo tylko koledzy idąc na wspólny obiad płacą każdy za siebie albo rozliczają się połowie, gdy przychodzi rachunek za prąd. Jest to sposób na uniknięcie zależności od drugiej osoby oraz poczucia, że się komuś należy być za coś wdzięcznym. W związku nie chodzi o to, by utracić swoją niezależność, ale też nie sposób uniknąć jakiejkolwiek zależności. Chyba że to wspomniana wyżej tzw. relacja kumpelska – w takiej panuje równość zamiast równowagi.
Równowaga oznacza, że oboje wchodzimy do związku jako różne osoby, z indywidualnymi wartościami, predyspozycjami i uwarunkowaniami i wnosimy od siebie to, co najlepsze. Nie udajemy, że kobieta i mężczyzna posiadają takie same atrybuty, ale że każde wnosi inną jakość do relacji. W zdrowej relacji panuje wzajemność, czyli odpowiednia wymiana energii. Ja daję i otrzymuję, Ty dajesz i otrzymujesz. Ale nie oznacza, że musi być wymiana dokładnie tego samego. Jeśli Twój partner kupi Ci prezent, nie znaczy, że Ty również masz kupić mu prezent. Możesz w ramach podziękowania i odwdzięczenia się upiec mu babeczki, które tak uwielbia, albo obejrzeć z nim mecz, jeśli wiesz, że lubi, gdy w takiej chwili mu towarzyszysz.
Jeśliby dać za przykład tancerzy, to zauważ, że każdy z nich ma określoną rolę – prowadzącego i prowadzonej. Nie znaczy, że któryś jest gorszy, a któryś lepszy. Oboje, gdy spełniają swoje role tańczą piękny, harmonijny taniec. I taka powinna być intencja równowagi w związku – harmonia. Każdy z partnerów wie, co może wnieść od siebie i nawzajem się uzupełniają. Kobieta swoją lekkość, radość, troskę i dbanie, a mężczyzna bezpieczeństwo, opiekę i umiejetność zarządzania. Nie ma walki między nimi, za to jest współpraca. Nie ma oddalania się, za to jest przyciąganie, czyli polaryzacja. Nie ma pełnej niezależności, za to jest zdrowa zależność osób, które zdecydowały się iść wspólnie przez życie.
Co by się stało, gdyby żaden z tancerzy nie chciał być prowadzonym lub prowadzącym? Doszłoby do nieustannej walki między nimi, kto jaką rolę ma przyjąć, ponieważ nie da się robić tego samego, jeśli chcemy, by taniec nam wyszedł. Tak samo jest w związku. W obu przypadkach nie może zabraknąć współdziałania dla dobra relacji.